WYWIAD | Joanna Łańcucka

Joanna Łańcucka, fot. archiwum prywatne.

Joanna Łańcucka – urodzona w Skierniewicach, wychowana w małej wsi na wschodzie Polski. Z zawodu plastyczka realizująca się głównie w malarstwie olejnym. Z lubością zajmuje się czytaniem, pisaniem oraz haftem artystycznym. Obecnie mieszka i tworzy w Krakowie.*

 

 

 

1. Ciężko było pisać Pani książkę gwarą?

Nie sprawiło mi to wielkiej trudności. Zapisywałam po prostu taką wymowę jaką zapamiętałam z dzieciństwa, choć oczywiście nie jest to wierne odtworzenie gwary. Większą trudnością było dla mnie pamiętanie tego jak mówi każdy bohater książki, bo każdy tutaj mówi trochę inaczej – zależnie od wieku, wykształcenia itd., więc musiałam zachować cechy charakterystyczne dla wymowy każdego mieszkańca Capówki.

2. W dzieciństwie pisała Pani częściej czy rysowała?

Wszystkie dzieci rysują, natomiast nie wszystkie piszą. Jako dziecko chętnie pisywałam piosenki, wiersze i krótkie opowiadania, ale na pewno o wiele więcej rysowałam i malowałam bo to po prostu aktywność o wiele popularniejsza wśród dzieci. Gdy dziecku się nudzi, rodzic najczęściej powie: „Narysuj coś.”, ale raczej nie doradzi: „Napisz opowiadanie albo wiersz.” 😉

3. Tworząc Capówkę, inspirowała się Pani wsią, w której Pani się wychowywała?

Tak. Wieś, w której się wychowałam była dla mnie inspiracją.

4. Dlaczego wybrała Pani zawód plastyka?

W momencie, gdy wybierałam szkoły i myślałam o swojej przyszłości, wydawało mi się, że właśnie to umiem najlepiej robić.

5. Co (lub kto) Panią inspiruje?

Właściwie wszystko, co mnie otacza, wystarczy tylko wybrać. Obrazy, dźwięki, fragmenty zasłyszanych dialogów, spotkani ludzie.

6. Skąd wziął się pomysł na napisanie powieści?

Opowieść o Słaboniowej kiełkowała we mnie przez wiele lat, od pierwszego pomysłu do efektu finalnego minęło wiele czasu. Zawsze chciałam pisać i wydać książkę, a jednocześnie gdzieś krystalizował się pomysł na powieść o wsi, której już nie ma, o starej, samotnej kobiecie, która ma moc i o bardziej lub mniej złych duchach, które nawiedzają mieszkańców Capówki i samą Słaboniową.

7. Jak rodzina zareagowała na wieść, że wydaje Pani książkę?

Z umiarkowanym entuzjazmem. Dopiero wydana, gotowa książka skradła ich serca;)

8. Bliższe Pani sercu jest malarstwo czy pisarstwo?

Obie te dziedziny są mi bliskie, ale malarstwo siłą rzeczy bardziej, bo uprawiam je od wielu lat i o wiele regularniej niż pisanie, które traktuję raczej jak hobby.

9. Jakie jest Pani największe marzenie?

W tej chwili to jest bardzo praktyczne marzenie: móc zarabiać godziwe pieniądze na tym co umiem i lubię robić.

10. Jaki gatunek literacki lubi Pani najbardziej? Dlaczego akurat ten?

Najbardziej lubię kryminał, thriller i horror oraz wszelkie mieszanki tych trzech gatunków. Lubię tajemnice i interesuje mnie ciemna strona człowieka, ciekawi mnie dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Interesuje mnie też ta sfera ludzkiej osobowości, która nie jest do końca racjonalna, której nie da się wytłumaczyć bez użycia metafory, którą można znaleźć właśnie w literaturze fantastycznej czy horrorze.

11. Lubiła Pani czytać lektury szkolne?

W ogóle lubiłam czytać jako dziecko i młoda osoba i czytałam wszystko, co mi wpadło w rękę, również lektury szkolne 😉 W całej mojej szkolnej karierze nie przeczytałam chyba tylko dwóch czy trzech, całą resztę czytałam razem z opisami przyrody. Miałam to szczęście, że w moim domu rodzinnym było zawsze dużo książek i moi rodzice byli zapalonymi czytelnikami. Skoro już jesteśmy przy tym temacie to wydaje mi się, że przeciętny uczeń w ogóle nie jest przygotowany do czytania lektur szkolnych, które bardzo często są długie, trudne (a to co trudne zazwyczaj wydaje się nudne) i jest ich zbyt dużo w roku szkolnym. System nauczania zmusza większość dzieci do czytania bez zrozumienia, po łebkach albo wcale i korzystania z tzw. „bryków”, a nauczyciele pędzą z programem byle tylko „przerobić” kolejne „Dziady” czy „Chłopów”. Według mnie to wszystko powoduje, że młodzi ludzie wychodzą ze szkół z przeświadczeniem, że czytanie to nudny obowiązek, a nie wszyscy wynoszą nawyk czytania z domu. A potem się dziwimy, że poziom czytelnictwa jest w Polsce jest niski…

12. Jakie plany pisarskie ma Pani na ten rok?

Obawiam się, że niezbyt bogate. W tej chwili piszę krótkie formy, głównie opowiadania grozy . Może za jakiś czas uda mi się wydać mały zbiorek takich opowiadań.

13. Dlaczego zdecydowała się Pani na Wydawnictwo Oficynka?

Oficynka miała profil wydawniczy, w którym idealnie się mieściłam z tematyką „Starej Słaboniowej…”. Poza tym jest to niewielkie wydawnictwo, gdzie nadesłane teksty nie zalegają miesiącami na półkach i bardzo szybko dostałam pozytywną odpowiedź.

14. Inspirowała się Pani kimś, tworząc postać Słaboniowej?

Właściwie nikim konkretnym. Taką oto „starą babę” można było często spotkać na wsi za mojej młodości. To były doświadczone kobiety, które żyły w bardzo trudnych warunkach, całe życie ciężko pracowały i najczęściej nie wychylały nosa poza swoją wieś. Taka też jest Słaboniowa – surowa, czasem gderliwa, ale też niepozbawiona poczucia humoru i swego rodzaju czułości dla innych.

15. Co Panią odstresowuje?

Dobra książka i gorąca herbata albo długi spacer po lesie.

16. Ma Pani jakieś zwierzaki w domu?

Nie mam żadnych zwierząt, prawdę mówiąc ledwo radzę sobie z roślinami doniczkowymi 😉

17. Jakie rady dałaby Pani młodym pisarzom, którym marzy się wydanie książki?

Nie czuję się jak wyrocznia, bo wydałam zaledwie jedną książkę, ale na dzisiejszym, bardzo trudnym rynku wydawniczym i ta jedna książka okazuje się sporym osiągnięciem. Rad mam kilka: Czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj. Czytanie dobrych książek to najlepsza szkoła dla pisarza. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Nie fiksuj się na powieści, ale koniecznie pisz również opowiadania, które są bardzo dobrą formą doskonalenia warsztatu. Uczą zwięzłości, dyscypliny językowej i o wiele łatwiej je skończyć. A jest to znany fakt, że nikt jeszcze nie opublikował powieści, która utknęła w połowie, za to opublikowano całkiem sporo ukończonych opowiadań. Publikuj, gdzie się da. Wysyłaj opowiadania do czasopism – w tej chwili na polskim rynku jest kilka tytułów papierowych i elektronicznych, które oscylują wokół sci-fi czy grozy, które to gatunki są mi bliskie, ale znajdzie się też coś zapewne dla autorów innych gatunków. Wysyłaj opowiadania na wszelkiego rodzaju konkursy literackie. Nawet jeśli opowiadanie nie zdobędzie nagrody, czy od razu nie zostanie opublikowane w czasopiśmie, jesteś już o kilka tysięcy słów do przodu, więcej o sobie wiesz, lepiej rozumiesz o co ci chodzi w pisaniu. Jeśli masz w okolicy kogokolwiek spoza rodziny i bliskich przyjaciół, kto może przeczytać to co napisałaś/łeś i powiedzieć na ten temat parę obiektywnych słów, to powierz tekst tej osobie zanim wyślesz książkę do wydawnictwa. Niech to będzie nawet zaufany nauczyciel języka polskiego, ktoś kto studiował polonistykę, a może nawet jakaś publikująca pisarka czy pisarz, jeśli masz okazję do kogoś takiego dotrzeć. Generalnie chodzi o kogoś, kto potraktuje twoją pracę w miarę obiektywnie, co dla członka rodziny czy przyjaciółki może być trudne. Nie zrażaj się odmowami wydawnictw. Rynek wydawniczy w Polsce jest bardzo trudny i niegościnny, zwłaszcza dla debiutantów. Trzeba się pogodzić z tym, że wiele osób chce wydać książkę, jednak wydawnictwa przyjmą do druku znikomy ułamek nadesłanych tekstów, a do debiutów podchodzą szczególnie ostrożnie. Trzeba się pogodzić również z tym, że nawet jeśli już coś wydasz to prawdopodobnie będziesz musiał/a wykonywać inną pracę zarobkową, żeby się utrzymać. Na kokosy z pisania nie ma co liczyć, żyć z pisania udaje się naprawdę nielicznym autorom. Jak wspominałam, ponieważ rynek mamy trudny, nie należy się bać tzw. „selfpublishingu” czy współfinansowania wydania swojej książki. Jeśli zapukałaś/łeś już do wszystkich drzwi, tekst leży kilka lat w szufladzie, a ty nadal pałasz silną chęcią podzielenia się swoją książką z innymi, można próbować i takich form publikowania. Ja zaryzykowałam, wydałam „Słaboniową…” ze współfinansowaniem i okazało się, że książka chwyciła i znalazła swoich czytelników. Jeśli uważasz, że to co masz do powiedzenia jest ważne i ciekawe, rób wszystko co musisz, aby inni o tym usłyszeli. Byle z głową – płacenie dużych pieniędzy tzw. „wydawnictwu”, które wydrukuje (bo wydaniem nie można tego nazwać) twój tekst bez korekty, a potem nie zadba choćby o śladowy marketing, nie ma sensu. Internet to również dobra platforma do pokazywania tego, co robisz. Załóż bloga i publikuj na nim swoje teksty – może na tym nie zarobisz, ale być może znajdziesz grono czytelników, a twoje pisanie będzie żyło. Najsmutniejszy jest los książki, której nikt nie przeczytał. Nie poddawaj się. Jeśli pisanie to jest to, co kochasz, pisz bez względu na wszystko.


* Źródło – okładka książki Stara Słaboniowa i spiekładuchy.

Reklamy

3 thoughts on “WYWIAD | Joanna Łańcucka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s