WYWIAD | Piotr Rozmus

wyw

Piotr Rozmus – absolwent doradztwa psychospołecznego, socjologii stosowanej oraz profilaktyki społecznej i resocjalizacyjnej. Dotychczas ukazały się jego trzy książki.

Sebastian:  Czy wśród pisarzy (polskich i zagranicznych) ma Pan jakiś autorytet?

Pan Piotr: Być może nie będę zbyt oryginalny jeśli powiem, że od zawsze podziwiałem i ceniłem Stephena Kinga. Zaczytywałem się w jego książkach już jako dzieciak. Myślę, że śmiało mogę powiedzieć (podobnie jak wielu współczesnych autorów), że moje pisanie to w dużej części pokłosie twórczości słynnego mistrza horroru.

Jakiś czas temu ogromne wrażenie zrobiła na mnie kryminalna trylogia Bernarda Miniera, francuskiego pisarza, który powołał do życia komendanta Martina Servaz. Jego powieści spodobały mi się tak bardzo, że kiedy ukazało się najnowsze dzieło autora „Paskudna historia” pognałem do księgarni w te pędy. Niestety spotkało mnie ogromne rozczarowanie… Miałem wrażenie, że książkę napisał zupełnie ktoś inny.

Cenię wielu pisarzy, również tych polskich, którzy piszą równie dobrze, a czasami nawet lepiej niż ich zagraniczni koledzy po piórze.

Zgadza się Pan ze stwierdzeniem, iż „pisać każdy może”? Dlaczego (nie)?

Jeżeli śpiewać każdy może to… pisać chyba też (śmiech). Jeżeli komuś sprawia to frajdę, jest swoistego rodzaju sposobem na oderwanie się od ponurej rzeczywistości, to czemu nie? Ale myślę, że pyta Pan jednak o bardziej profesjonalne pisanie. Ktoś kiedyś zapytał mnie czy pisania można się nauczyć. Myślę, że warsztaty pisarskie to bardzo fajna sprawa i na pewno stanowią skarbnicę wiedzy dla początkujących autorów. Zwłaszcza gdy prowadzą je takie autorytety jak chociażby Katarzyna Bonda. Z drugiej jednak strony czy można na przykład nauczyć młodego zawodnika sumo skakać wzwyż? Pewnie w jakimś stopniu można, poprzez chociażby wykształcenie w nim odpowiednich nawyków. Pytanie tylko po co? Zmierzam do tego, że każdy z nas rodzi się z pewnymi predyspozycjami, talentami i to one powinny być rozwijane. Po co młody sumita ma skakać wzwyż skoro to na macie może odnosić największe sukcesy?

Czy opisane przez Pana morderstwa wydarzyły się naprawdę? Ile w Pańskich utworach jest miejsca na fikcję literacką?

Dzięki Bogu nie! Moje powieści to na szczęście jedynie literacka fikcja. Muszę jednak przyznać, że w powieści, nad którą obecnie pracuję, w pewnym momencie fabuły nawiązuję do autentycznego wydarzenia. Jest to uprowadzenie młodej dziewczyny.

Jak Pana rodzina zareagowała na wieść, że wydaje Pan „Bestię”? Byli oni wsparciem czy wręcz przeciwnie?

Moja rodzina zawsze mnie wspierała. Byli szczęśliwi, bo wiedzieli, że oto realizuję jedno z moich dziecięcych marzeń. Kiedy byłem małym chłopcem, na pytanie kim zostaniesz jak dorośniesz odpowiadałem: piłkarzem, rysownikiem komiksów albo… pisarzem.

Jacy pisarze należą do Pana ulubionych?

Aktualnie trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie. Od zawsze uwielbiam Stephena Kinga. Ostatnio wręcz pochłonąłem wspomnianą trylogię Bernarda Miniera i nawet jestem w stanie wybaczyć mu „Paskudną historię”. Zupełnie straciłem kontakt z rzeczywistością. Do podobnego stanu doprowadził mnie Giorgio Faletti i jego „Ja zabijam” oraz „Prawda ukryta w oczach”. Gorąco polecam.

Mógłby Pan zdradzić swoje pisarskie plany na 2017 rok?

Chciałbym aby w tym roku ukazała się powieść, nad którą obecnie pracuję (kryminał mafijny), ale… biorąc pod uwagę, że mamy już luty, nie postawiłbym pieniędzy, iż to się uda. Wciąż cierpię na notoryczny brak czasu, a pisanie łączę z pracą zawodową. Gdybym pisaniem mógł zająć się „na pełny” etat pewnie pierwszą wersję powieści ukończyłbym w trzy miesiące. Ambitne plany są takie, aby powieść w tym roku chociaż ukończyć, natomiast w księgarniach pojawi się zapewne na początku 2018 roku.

Jakie rady dałby Pan młodym pisarzom, którzy mają zamiar wydać swoją debiutancką powieść?

Przede wszystkim aby się nie poddawali i byli cierpliwi. Pisali i czytali tak często, jak to tylko możliwe. Ważne, aby pomimo codziennych obowiązków zasiadali do pisania każdego dnia, nawet jeśli mieliby dopisać zaledwie kilka zdań albo przeczytać to, co udało się stworzyć dnia poprzedniego. Chodzi o to, aby nie rozstawać się z bohaterami i historią, którą się tworzy na dłużej niż to konieczne. Trzeba żyć ich życiem, prowokować myśli, aby dalszy ciąg fabuły kiełkował w naszej głowie. Pisarz to pilny obserwator, być może nawet podglądacz obrazów podsuwanych przez własną wyobraźnię. To „podglądanie” trwa przez cały czas: w domu, pracy, szkole, podczas spaceru czy pod prysznicem. Natomiast jeżeli chodzi o kwestię zainteresowania wydawcy swoją powieścią, to istotne aby pukać do wydawniczych drzwi tak długo, aż te wreszcie się otworzą.

Co jest najtrudniejsze w pisaniu?

Dla mnie osobiście najtrudniejsze w pisaniu jest… samo zabranie się do pisania (śmiech). Ostatnimi czasy zasiadam do pisania między 21.00 a 23.00. Często jestem już skrajnie zmęczony po całym dniu, ale mimo to staram się wywiązać z wcześniej ustalonego minimum. Natomiast najwięcej czasu na pisanie poświęcam oczywiście w weekendy. Wtedy zabieram się za nie z większym entuzjazmem. W zasadzie nie mogę się doczekać tego momentu. Jestem wtedy tylko ja, mój komputer, dobra kawa i błąkające się po głowie myśli.

Muszę również szczerze przyznać, że nie przepadam za samym researchem. Jest to nierozerwalna część tworzenia dobrych historii, ale ja największą przyjemność czerpię wtedy, gdy po prostu mogę dać ponieść się wyobraźni

Jakie jest Pana największe marzenie?

W tej materii nie jestem wymagający. Przede wszystkim moim marzeniem jest, aby mieć wokół siebie najbliższe mi osoby tak długo, jak to tylko możliwe. Chcę, aby członkowie mojej rodziny byli zdrowi i szczęśliwi, bo rodzina zawsze była, jest i będzie dla mnie najważniejsza. Jeżeli tak będzie, to ja będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Wszystko inne czym raczy obdarować mnie Bóg potraktuję w kategorii bonusu. Oczywiście marzę, aby móc kiedyś zająć się pisaniem na 100%. Z bardzo prostego powodu: uwielbiam to robić! Każdy człowiek, który żyje ze swojej pasji jest niesamowitym farciarzem. Poza tym wiem, że oddając się pisaniu w pełni, pisałby więcej i lepiej.

Czy pisarstwo stało się dla Pana już zawodem, czy to nadal pasja?

Mimo, iż oczywiście wydawnictwo wypłaca mi tantiemy, to pisarstwo jest przede wszystkim moją ogromną pasją. Nie tracę jednak nadziei, że kiedyś stanie się również zawodem. Aby polscy pisarze mogli utrzymywać się z pisania, muszą być po prostu lepiej promowani.

Czy jako nastolatek pisał Pan?

Jasne i to całkiem sporo. Pierwsze opowiadania pisałem w wieku dwunastu lat. Niedługo potem podjąłem nawet próbę napisania swojej pierwszej powieści inspirowanej przygodami niezłomnego Conana barbarzyńcy. Pierwszymi czytelnikami mojej twórczości był dziadek i rodzice. Od zawsze motywowali mnie do pracy.

W jaki sposób podchodzi Pan do krytyki?

Do krytyki próbuję mieć zdrowe podejście. Przywiązuję uwagę do tej konstruktywnej. Informacja zwrotna jest szalenie ważna. Staram się wyciągać wnioski, pisać coraz lepiej. Destruktywną w ogóle nie zawracam sobie głowy.

Jaki jest Pana stosunek do lektur szkolnych? Czytał je Pan?

(Śmiech) To co za chwilę powiem nie będzie pedagogiczne, ale cóż… Nie znosiłem lektur. Nudziły mnie i czytałem je z przymusu. Czytanie ich zazwyczaj kończyło się tak, że rzucałem je w kąt i brałem do ręki Kinga albo Mastertona. W podstawówce mama często zaglądała do mojego pokoju, aby sprawdzić czy czytam. Owszem czytałem, ale wewnątrz obowiązkowej lektury zawsze krył się jakiś horror. Kiedy moja mama się zorientowała, kazała mi czytać na głos w swojej obecności (śmiech)

Czy w wykreowanych przez Pana postaciach zawarł Pan jakąś cząstkę siebie bądź kogoś znajomego?

Na pewno. Nawet nieintencjonalnie. Do pisania inspirują mnie przeczytane książki, obejrzane filmy ale również otaczająca nas rzeczywistość. Zdarzyło się kilkakrotnie, że aparycja przypadkowo spotkanej osoby spodobała mi się na tyle, że postanowiłem „obdarzyć” nią jednego z moich bohaterów. Czasami między wierszami zdarza mi się przemycić odrobinę życia prywatnego, własnych odczuć i poglądów przerzucając je na swoich bohaterów. Jestem przekonany, że każdy autor ma podobnie. Chociaż ktoś kiedyś powiedział, że nie powinno się tego robić, że jest to jak patologiczny romans terapeuty z pacjentką. Cóż mogę na to poradzić? Nie jestem w stanie oprzeć się pięknej, inspirującej kobiecie zwanej „życiem”.

Dziękuję za poświęcenie dla mnie czasu. Życzę zdrowia, możliwości pracowania na pełny etat jako pisarz oraz, oczywiście, rzeszy fanów i niekończącej się weny.

Reklamy

4 thoughts on “WYWIAD | Piotr Rozmus

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s