Do końca swoich dni…

Szatan na mym ramieniu przesiaduje,
ogniem bucha, ostrzy widły,
coś niedobrego zwiastuje,
chce, abym wpadł w jego sidła.

Coraz więcej krwi mi ubywa,
ludzie patrzą na mnie krzywym okiem,
jestem jak do piekła lokomotywa,
chcę być bogiem!

Więcej czasu spędzam z ukochaną,
w wieczór, popołudniu, rano,
żałobną minę ma taką samą,
jestem jak przestrzelone kolano.

Bladość, a po nim upadek,
nagły ciśnienia spadek
spowodował omdlenie,
pierwsze węża kuszenie.

Obudziłem się w nocy,
błysnął blask noża,
szybko, niczym z procy
wbiła go w me ramiona,
będę na nią patrzył zza ziemi morza

Do końca swoich dni
byliśmy razem,
bezpośredni,
zabici życia głazem.

Reklamy

2 thoughts on “Do końca swoich dni…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s